Twój koszyk jest obecnie pusty!
Czego makijaż nauczył mnie o nawykach?

Od wielu lat oglądam filmy na youtubie produkowane przez influencerki beauty. Częściowo robię to dla funu a częściowo dlatego, że makijaż rzeczywiście mnie jara. Kiedyś, podczas porannej rutyny, zajmował mi on dwie minuty – podkład rozsmarowany palcem niczym dżem na kanapce i puder nałożony pędzlem. Czułam się jak bogini charakteryzacji, bo spod tych dwóch magicznych warstw nie prześwitywały różowe poliki, ani żaden Stefan. A jak popularnie wiadomo, każdy pryszcz musi mieć jakieś męskie imię.
Mam wrażenie, a nawet pewność, że z każdym rokiem oglądania tych filmów moja makijażowa rutyna wydłuża się średnio o dwie minuty, a tempo opróżniania konta bankowego zmieniło się z funkcji liniowej w logarytmiczną i ma to bezpośredni związek z częstszymi wizytami w drogerii. Z drugiej jednak strony z każdym rokiem coś zyskiwałam – od drobnych rzeczy takich jak wyraziste brwi czy bardziej zaznaczone policzki, aż po większą pewność siebie, która do tej pory zdawała się przypominać psa odwracającego wzrok zaraz po tym, jak rozdarł poduszkę z gęsim puchem.
Dzisiaj chcę inaczej na to wszystko spojrzeć i lekcje wyniesione sprzed lustra zaaplikować w obszarze nawyków. Tak naprawdę, w tytule tego wpisu mogłabym wstawić jakąkolwiek inną dziedzinę życia, którą podpowiada generator tytułów blogowych, ale akurat ta, identycznie jak nawyki, od lat niezmiennie mnie interesuje.
Jakie zatem lekcje można przełożyć z makijażu na codzienne rozwijanie nawyków?
Lekcja 1: Jeśli chcesz coś ukryć podkreśl to, co jest Twoim atutem
Stefan rozgościł się na czole i to w dzień ważnego spotkania. Pierwsza próba jego zakrycia kończy się fiaskiem. Liczne warstwy kryjącego, gęstego korektora i białego, ryżowego pudru zaczynają wyglądać tak, jakbym za chwilę miała przeistoczyć się w młodego, nie do końca wykształconego jednorożca. Druga próba kamuflażu wychodzi zdecydowanie lepiej – tylko jedna warstwa korektora, która skutecznie przykrywa czerwono-fioletowy odcień wspomnianego wcześniej męskiego osobnika. Maluje oczy mocniej niż zazwyczaj, usta jak nigdy zostają przykryte pomadką we flamingowym odcieniu i jestem gotowa.
Czy będę przykuwać liczne spojrzenia innych osób obecnych na spotkaniu? Owszem, ale na pewno nie ze względu na mojego nieodłącznego partnera, który zostanie zapomniany z chwilą wyjścia z domu. Odwrócenie uwagi od niepowodzeń i przeniesienie jej na sukcesy, to najlepszy sposób na walkę z nimi.
A jak to się ma do nawyków?
Wdrożyłam ostatnio nieco żołnierskie zasady codziennego zmywania naczyń, przecierania umywalki i ścielenia łóżka. Nadchodzi ten jeden dzień, w którym żadna z tych rzeczy nie ma miejsca. Dom zaczyna być domem nie tylko dla mnie, ale też dla innych, niewidocznych gołym okiem stworzeń. Czy będę to sobie wyrzucać? Oczywiście, że nie, bo przecież w ciągu ostatnich kilku miesięcy udało mi się trzymać moich reguł w co najmniej 90 przypadkach na 100. Nie mam teraz zamiaru biczować się za kilka niedociągnięć. Dumnie zakreślam w planerze wykonanie zadania kolejnego i kolejnego dnia. Te małe, nic nie znaczące porażki puszczam w niepamięć. Tak, jak Stefana.
Lekcja 2: Nie za ciemny, nie za jasny – dopasuj trudność
Czy miałaś w młodości kogoś, kto kolor podkładu dobierał do odcienia swojej wymarzonej opalenizny, zamiast do odcienia swojej faktycznej karnacji? Jeśli tak, na pewno wiesz, jak to wygląda. Pomarańczowa głowa jako osobny twór, a obok niej posuwające się białe ciało. Myślę, że to nie raz było źródłem sarkastycznego chichotu, zwłaszcza na szkolnych korytarzach.
Zdecydowanie rzadziej zdarza się sytuacja, w której to twarz jest bledsza niż reszta ciała. Chyba, że mowa o mnie po powrocie z wakacji. Okazuję się wtedy być zbyt skąpa, aby iść do drogerii kupić podkład, który będzie pasować do reszty ciała przez kolejne dwa tygodnie. Twarz w odcieniu 001 , a ciało w odcieniu 005 to standardowa powyjazdowa Gosia.
Jeśli kolor zbyt jasny porównamy do za małej skali trudności czynności, a kolor zbyt ciemny do zadań za trudnych łatwo to metaforycznie odnieść do nawyków. Dla kogoś, kto codziennie rano biega założenie sportowych butów po wstaniu z łóżka może wydawać się istną kpiną. Z drugiej strony, przebiegnięcie codziennie dystansu maratonu zapewne skończyłoby się zawałem lub bardzo wyraźnym sprzeciwem organizmu w postaci mdłości, kolki i palącego uczucia w klatce piersiowej (które ja swoją drogą przeżywam po dystansie 1/10 maratonu).
Jestem zwolenniczką małych kroków i bardzo stopniowego podnoszenia poprzeczki. Z dnia na dzień nie staniesz się czytelnikiem roku, jeśli do tej pory książki podziwiałeś jedynie przy okazji, w witrynach sklepowych, podczas łowów na idealny trencz. Dobrym początkiem może okazać się wtedy jedna strona książki dziennie, nawet jeśli miałaby to być książka kucharska, która w połowie złożona jest ze zdjęć jedzenia.
Lekcja 3: Kolejność jest ważna
W youtubowym świecie beauty przez jakiś czas krążyło wyzwanie „Makeup in reverse”. Polegało ono na tym, aby cały makijaż wykonać w odwrotnej kolejności niż zazwyczaj. Spoiler alert – jeśli podkład, który jest zwykle podstawą makijażu nałoży się na sam koniec to skutecznie niweczy on cały wcześniejszy wysiłek. To wyzwanie w bardzo komiczny sposób obrazuje, dlaczego kolejność w makijażu jest tak ważna. Nie chciałabym raczej z wielką starannością podkreślać wgłębień i wypukłości twarzy z pomocą bronzera i rozświetlacza by przykryć później wszystko jednokolorową, matową i płaską warstwą pudru i podkładu.
Dokładnie tak samo jest z naszym zachowaniem. Szeroko już znana pętla nawyku rozpoczyna się bodźcem, który wywołuje czynność, a kończy nagrodą za wykonanie zadania. To zupełnie logiczna kolejność, której odwrócenie mogłoby zakończyć się wręcz groteskowo. Najpierw obejrzenie filmu na youtubie, później 10 przysiadów a na koniec alarm, który daje znak do rozpoczęcia zadania. Myślę, że na jednym filmie by się nie skończyło, a duch prokrastynacji uznałby, że każdy alarm idzie w parze z ustawieniem drzemki. I tak z 10 przysiadów pozostałoby tylko wspomnienie, że nigdy ich nie zrobiliśmy.
Lekcja 4: Liczy się precyzja
Wiesz, czym się różnią brwi pomalowane przez początkującego od tych, które wykona profesjonalna makijażystka? W pierwszym przypadku zobaczysz jednolity pasek, który nienaturalnie podkreśla ostre krawędzie łuków. To trochę tak, jakby mieć brwi sygnowane logiem Nike. W drugim przypadku nie będziesz w stanie powiedzieć, co jest prawdziwym włoskiem a co malunkiem, który w naturalny sposób będzie te pojedyncze włoski imitować. Precyzja to słowo klucz, które pozwala wskoczyć na wyższy poziom.
A teraz spójrz na taki przypadek. Ustalam sobie, że codziennie będę ćwiczyć. Jak myślisz, jakie jest prawdopodobieństwo, że w ogóle to zrobię? Sądzę, że szanse są bliskie zeru i mówię to, jako osoba doświadczona, która taki cel obiera regularnie od 10 lat. Kiedy jednak powiem sobie, że codziennie, o 17:45, kiedy zawyje alarm ustawiony w telefonie, wcisnę się niezdarnie w moje legginsy, rozwinę matę do ćwiczeń, włączę wybrany wcześniej film jednej z dziewczyn, które w pseudonimie mają „FIT” i przez pół godziny będę ćwiczyć, szanse drastycznie wzrastają. Powód ten sam – precyzja.
—
Wybierz dowolną dziedzinę, którą się interesujesz, a zobaczysz, że z łatwością reguły jakie w niej obowiązują można przekuć na zmianę swoich zachowań w życiu codziennym. Dla mnie był to makijaż, dla Ciebie może to być projektowanie graficzne, zarządzanie przedsiębiorstwem czy wędkarstwo.
Warto inspirować się wszystkim, co nas otacza, w szczególności rzeczami i dziedzinami, które nas jarają. Może dzięki temu i w Tobie zakiełkuje miłość do nawyków!
Dodaj komentarz