Uwielbiam, kiedy mi się nie chce

uwielbiam-kiedy-mi-sie-nie-chce

Czyli o nawykach, których nie zauważasz, a które zmniejszają wyrzuty sumienia.

Z reguły lenistwo postrzegane jest jako największy wróg produktywności. A ja myślę wręcz odwrotnie! To dzięki temu, że mi się nie chcę, szukam sposobów, aby przechytrzyć samą siebie i poszukać dróg na skróty. W moim przypadku drogą na skróty są nawyki.

 

Wyścig z czajnikiem

Strasznie nie chciało mi się zmywać naczyń, ale pomyślałam, że jeśli będę wykonywać tę czynność automatycznie, to nawet nie zdążę pomyśleć, że mi się nie chce, a już naczynia będą schnąć na suszarce. Na bodziec do rozpoczęcia zmywania wybrałam wstawienie wody w czajniku. Bo wiadomo, bodziec musi być. A ponieważ herbaty wypijam niemałe ilości to i naczynia często lądują pod wodą.

Bawię się w taką grę. Włączam czajnik, który wtedy przemienia się w pistolet startowy, wciągam żółte, gumowe rękawice i zasuwam. To trochę takie wyścigi – kto będzie pierwszy, ja czy czajnik. Na razie na mecie pierwszy jest czajnik, ale spokojnie – dochodzę do wprawy!

 

Poranna gimnastyka

Strasznie nie chciało mi się rano ścielić łóżka, teraz robię to zanim z niego wstanę. Myślę nawet, czy nie opatentować tej metody. Może coś w stylu „First bed, then leg”, po angielsku, żeby od razu rozeszło się po całym świecie.

No bo co jest gorszego rano, niż to niezdarne merdanie kołdrą w niewygodnej, pochylonej pozycji.

A tak to rach ciach – skłon do stóp, żeby narożniki kołdry pokryły się z narożnikami materaca, mocny chwyt brzegu kołdry od strony głowy, aby kładąc się spowrotem na wznak nakryć się gładko od stóp do głów. Na koniec elegancko, niczym w hotelu, odchylam jeden róg i nogi lądują we flamingowych kapciach, a łóżko jest przygotowane do wieczornego snu. Powiedziałabym nawet, że to taka poranna gimnastyka. Mogę sobie odhaczyć „trochę ruchu każdego dnia” w moim planerze.

 

Sprytny patent

Strasznie nie chciało mi się wycierać umywalki i półek w łazience. Ścieranie kurzy w pokoju, przecieranie blatów w kuchni – to całkiem normalna sprawa, ale w łazience? Po dwóch tygodniach nie sprzątania nagle okazuje się, że na umywalce odkrywam resztki pudru z poprzedniego roku, a na półkach kosmetyki przyklejają się do powierzchni na klej, który jest mieszanką wilgoci po prysznicu, kurzu oraz resztek mgiełek i suchego szamponu.

Na to też znalazłam rozwiązanie. Każda chusteczka higieniczna, która służy mi do osuszania twarzy po jej umyciu, zamienia się w super chłonną ściereczkę marki Gosia. Sunie po umywalcę, po półce nad nią i po krawędzi wanny.  Zgodnie z taglinem firmy – jest to sprytny patent.

I ostatnie, żeby Was nie zanudzać.

 

Spacer do śmietnika

Strasznie nie chciało mi się wyrzucać śmieci. Nie dlatego, że to wstyd chodzić z workiem, tak, jak myślałam będąc młodszą dziewczyną. Nie dlatego, że worek jest ciężki. Raczej mam się za siłaczkę, która na jeden raz musi z auta do domu zabrać dwie Lidlowe torby z zakupami, torebkę, torbę z laptopem i pojemnikami po jedzeniu z pracy. Również nie dlatego, że śmieci śmierdzą i na pewno stwarzają przyjazne środowisko dla jakichś zwierzątek.

Tylko dlatego, że ŚMIETNIK KURWA NIGDY NIE JEST PO DRODZE.

No więc co zrobiłam? Ustaliłam sobie, że za każdym razem, gdy „miły sąsiad z klatki obok” zajmie ostatnie miejsce tuż pod moim blokiem, to ja, w ramach odwetu, zaparkuje obok śmietnika, a następnego dnia rano wezmę ze sobą śmieci. W przeciwieństwie do popularnego stereotypu o kobietach – ja zawsze pamiętam, gdzie zaparkowałam.

Fakt, śmietnik jest oddalony o więcej niż 20 sekund od mojej klatki, a nie zwykłam chodzić na długie dystanse, ale raz na jakiś czas przeżyje. Dzięki temu nie mam domowych zwierzątek aka muszki owocówki.

—

W kolejce mam jeszcze kilka, jak nie kilkanaście rzeczy, których nie chce mi się robić. Znacie na pewno te memy, że pranie zajmuje godzinę, rozwieszanie dwie minuty a zdjęcie prania z suszarki siedem dni. To właśnie o mnie. Albo te żarty, że na krześle leżą ubrania zbyt brudne, aby włożyć je do szafy a za czyste do prania. To też o mnie.

Ale nie wszystko na raz. Bo w nawykach chodzi o to, aby wdrażać je jeden po drugim. Stopniowo i małymi krokami automatyzować te swoje usprawnienia. Nie zrażać się, że raz czy dwa zdarzy Ci się zapomnieć o umowie z samym sobą. Robienie czegoś przez 300 dni z rzędu nie zapewni Ci jakiegoś specjalnego orderu konsekwencji przyznawanego przez Niezależne Towarzystwo Dobrych Nawyków. Robisz to dla siebie.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *